Sklep zoologiczny

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Sklep zoologiczny

Pisanie by Shinobu Abe on Nie 31 Lip 2016, 21:49

Parsknął cicho słysząc wypowiedź na temat kota, ale nic nie powiedział. Pokiwał tylko głową. Pijąc kawę oparł się swobodnie o jakąś szafkę i bezwstydnie przyglądał mężczyźnie. Był naprawdę śliczny i uroczy. Uroczy w taki niewinny, niewymuszony sposób. Shinobu nie przywykł do tego by taka śliczna buzia wiązała się z niewinnością. Nanao był dla niego w pewien sposób egzotyczny i wyjątkowo pociągający. Był w jego typie, a jednocześnie był absolutnie nieosiągalny, a zakazany owoc przecież najlepiej smakuje.
W prawdzie od dawna nie było już podziału na klasy i teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie by spróbować poznać mężczyznę bliżej, ale w praktyce Shinobu wiedział, że to nie jest dobry pomysł. Parę razy spotkał się z ludźmi, którzy 'byli przy hajsie' i zwykle źle się to kończyło. Zdawał sobie sprawę z tego, że kasa rządzi światem, a on urodził się jako pechwiec, który jej nie miał, więc nie miał nic do zaoferowania komuś takiemu jak ten uroczy chłopak przed nim. Lepiej było rozejrzeć się za kimś z ulicy. A było mnóstwo takich chłopaków. Na parę gramów dobrego towaru można było wyrwać chłopca ze śliczną buźką, zgrabnym tyłeczkiem i niesamowitymi umiejętnościami. Fakt, że przy takich trzeba było uważać, zawsze się zabezpieczać, bo im ładniejszą chłopak miał buzię tym gorszy syf przenosił, i nie było co liczyć na wierność i miłość, ale przynajmniej człowiek nie czuł się przy nich gorszy. Byli równi. Żaden też nie mówił "Shinobu to ładne imię". Każdy zwracał się po ksywce, bo takie były zasady ulicy. Żeby czasem nie wsypać nikogo przy glinach.
Cholera, muszę sobie kogoś znaleźć na dziś, bo zaczyna mi odwalać. A tutaj lepiej nie wracać, bo znowu mnie weźmie i to się źle skończy.
-Nie sądzę by to był dobry pomysł, bym tu przychodził. Naprawdę jesteś uroczy, Nanao, a dla kogoś takiego jak Ty łatwo stracić głowę. Nie chciałbym się w Tobie zauroczyć, szkoda czasu i sił. Miło było Cię poznać, powodzenia.-powiedział tym razem zwracając się do mężczyzny wprost. Bo miał zamiar wyjść, nigdy nie wracać i więcej go nie spotykać. Zadzwonić do Grubego i załatwić jakąś niższego gatunku amfę, a później obdarować nią któregoś z małolatów na kolejowej w zamian za parę upojnych chwil, któe wybiją mu bzdury z głowy. Dawno nikogo nie przeleciał, dlatego robił się taki ckliwy i wrażliwy na innych mężczyzn.
-Cześć, Książę. Pilnuj ogona i uważaj na siebie bardziej.
Uśmiechnął się na pożegnanie, ale było to nieco wymuszone. Całe spotkanie nieco zepsuło mu humor, sprawiło, że znów poczuł się gorszy. Nie, mimo że był romantykiem, nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, po prostu Nanao mu się podobał, a on był wkurzony, że musiał z miejsca odpuścić, bo był na przegranej pozycji na starcie. Wyszedł ze sklepu, wsiadł na motor i pojechał w sobie tylko znanym kierunku.
[zmiana tematu]

Powrót do góry Go down

Re: Sklep zoologiczny

Pisanie by Nanao Akito on Sro 03 Sie 2016, 20:28

Nanao przez dobre pięć sekund po wyjściu Shinobu ze sklepu patrzył na zamknięte drzwi i analizował słowa chłopaka.
Jak można nazwać kogoś uroczym, stwierdzić, że można dla tej osoby stracić głowę, po czym w tym samym zdaniu oświadczyć, że szkoda na tego kogoś czasu?
To wszystko było głupie i bez sensu.
Książę miauknął. Nanao odwrócił się w jego stronę, po czym podszedł do kota i pomiział go za uchem.
- I co? Kosza dostaliśmy, nie? Ale przynajmniej jesteś w jednym kawałku. – skomentował, po czym zabrał się żywiołowo do wymiany wody w klatkach, nie myśląc już właściwie o blond-wariacie na motorze.

[z. tematu]
avatar
Nanao Akito

Wzrost : 167 cm
Zawód : Właściciel sklepu zoologicznego
Age : 26

Zobacz profil autora http://stayaway.forumpolish.com/t295-nanao-akito#1387

Powrót do góry Go down

Re: Sklep zoologiczny

Pisanie by Shinobu Abe on Pon 22 Sie 2016, 22:49

Od spotkania Romeo z właścicielem sklepu zoologicznego minęły już ponad dwa tygodnie. Shinobu doskonale pamiętał Nanao. Kilka dni po poznaniu go zdarzało mu się nawet bardzo intensywnie o nim 'myśleć' w samotne długie wieczory, ale szybko przemówił sam sobie do rozsądku i postanowił o nim zapomnieć. W końcu to nie jego liga.
Skupił się na sobie i na pracy, bo w zeszłym tygodniu został zatrudniony jako barman w jednym z klubów nocnych. Mało bezpieczna praca, bo właściwie do dziś nie wiadomo co się stało z poprzednim barmanem, za to całkiem nieźle płatna, ale przede wszystkim pozwalała zebrać sporo napiwków. I oskubać trochę z hajsu tych najbardziej schlanych klientów, którzy po wypiciu ośmiu kolejek byli aż tak zawiani, ze dawali sobie wmówić, że wypili czternaście i jeszcze z dumą przyjmowali gratulacje Shinobu tego, jaką mają twardą głowę.
Dzięki pracy mógł zapłacić zaległy czynsz za mieszkanie, zatankować do pełna swojego obtuczonego o ścianę sklepu rzęcha, wrzucić coś do lodówki na później i kupić parę gram marihuany na odstresowanie. A opłacony czynsz, żarcie w lodówce, zioło i pełny bak to już prawie luksus.
Wczoraj miał wolne, więc trochę się zjarał, a później nie do końca logicznie myśląc stwierdził, że jedzie do lasu na grzyby. Więc pojechał i przespacerował dobre trzy godziny szukając owych grzybów, których jak na złość w lesie nie było. Znalazł za to trochę jagód, cztery maliny, które wyjątkowo go rozbawiły swoją obecnością w lesie, oraz pięć... kotków. Malutkich osesków, najwyraźniej porzuconych tu przez matkę, bądź wywiezionych na pewną śmierć przez człowieka. Maluchy był w marnym stanie, jeden miał tak zaropiałe oczy, że nie mógł ich otwierać. wszystkie piszczały nawołując bezradnie matkę. Shinobu, jeszcze przed godziną totalnie ujarany, jakoś przetrzeźwiał. Przesiedział ponad godzinę na miejscu dogrzewając oseski i czekajac czy nie pojawi się matka, w końcu jednak uznał, ze maluchy zostały porzucone.
To nie mama was zostawiła, tylko pewnie jakiś dupek jej was zabrał i tu wywiózł, prawda? Ludzie to idioci, najpierw nie wysterylizują i nie dopilnują kotki, a później zdziwieni, że kotna. I najlepiej sie pozbyć problemu... Auć, wampir, czy co?!-oburzył się, gdy jeden z kotków ugryzł go, zapewne szukając mleka.
Nie miał pojęcia skąd weźmie kasę na utrzymanie tego zwierzyńca, jak znajdzie im nowe domy i jak to będzie, ale na pewno nie mógł zostawić tu maluszków na pewną śmierć. Nie mógł też oddać ich do schroniska. Nie był głupi, były na tyle małe, by w schronisku uznać, że "miot kwalifikuje się do uśpienia"
Opróżnił kufer swojego motoru ze śmieci, wyłożył go swoją bluzą i kurtką i włożył do niego kociaki. Droga powrotna do miasta trwała cztery razy dłużej niż ta do lasu. Po pierwsze, bo t-shirt nie jest odpowiednim ubraniem na motor i było mu zimno, po drugie, bo bał się by nie trząść za bardzo pojazdem i nie zrobić krzywdy kociakom. Kufer to nie transporter dla zwierząt.
Zamiast do swojego wynajomwanego pokoiku, pojechał od razu do sklepu zoologicznego Nanao. Nie lubił prosić o pomoc, ale teraz nie było wyjścia. Szkoda było też czasu, bo takie maleństwa potrzebowały częstego karmienia.
Zostawił motor przed sklepem. Kufer zdjął i zabrał ze sobą do środka, żeby pokazać właścicielowi sklepu, dla kogo szuka pomocy. Miał to szczęście, że w sklepie akurat nie było, więc wszedł w kufrem do środka. Dzwonek, który poruszyły otwierające się drzwi obudził jednego z kotków, który zaczął znowu piszczeć. Postawił kufer na ladzie czekając aż właściciel przyjdzie z zaplecza.
-Cześć. -rzucił, jak gdyby dobrze się znali, kiedy tylko go zobaczył.
-Wiem, że miałem nie zawracać Ci głowy i iść w cholerę, ale potrzebujemy pomocy i tylko Ty przychodzisz mi do głowy. Masz tu mleko do odkarmiania kociąt? Znalazłem tę kupkę nieszczęścia w lesie. Jak zaraz czegoś nie dostaną to zdechną z głodu...-zaczął, ale zawiesił głos, kiedy mężczyzna zaczął przyglądać się kociakom. W pierwszej chwili chciał mu tłumaczyć, że są zbyt małe żeby przeżyły na krowim mleku, albo na karmie, ale stwierdził, że w końcu właściciel zoologicznego powinien to wiedzieć.
-Tylko widzisz, Nanao, najgorsze, że totalnie nie mam kasy. Wypłatę mam w czwartek, a one do czwartku nie poczekają z jedzeniem. Da radę żebyć mi dał chociaż odrobinę tego kociego mleka "na krechę"? W czwartek oddam Ci hajs co do grosza. -dokończył. Nie było sensu owijać w bawełnę. Shinobu nie miał pewności, że mężczyzna mu zaufa i zgodzi się "pożyczyć" te kilka kartoników mleka. W końcu był właścicielem sklepu, więc pewnie był przy kasie, a im bardziej ludzie są przy kasie tym gorszymi nieczułymi dupkami się stają. Ale warto było zaryzykować, jeśli mogło to pomóc maluchom. Jemu samemu było to bez różnicy. Po kilku miesiącach spędzonych kiedyś na ulicy zapomniał co to duma i jakoś nie miał problemu z proszeniem obcych ludzi o przysługę.

Powrót do góry Go down

Re: Sklep zoologiczny

Pisanie by Nanao Akito on Czw 01 Wrz 2016, 22:21

Nanao usiadł. W sobotę w sklepie zawsze był młyn, więc zdarzało się, że spędzał na nogach praktycznie cały dzień, nie mając nawet chwili na odsapnięcie. Teraz wreszcie po 4 bitych godzinach obsługiwania klientów, udało mu się klapnąć na stołek na zapleczu, żeby wypić herbatę i coś zjeść. Ledwie jednak dotknął tyłkiem siedzenia, a rozbrzmiał dzwonek w drzwiach, obwieszczający nowego klienta.
Akito westchnął, ale się podniósł. Nigdy nie podchodził do nikogo z lekceważeniem, nie ważne jak zły miał dzień, czy jak bardzo był zmęczony. W końcu to, co sprzedawał, dotyczyło bezpośrednio dobra zwierzaków. A to było dla niego wartością nadrzędną.
Wyszedł z zaplecza i „dzień dobry” zamarło mu na ustach. Bowiem w drzwiach zobaczył chyba ostatnią osobę, jaką spodziewał się zastać. Shinobu jakoś-tam-mu-dalej-było (oczywiście zapomniał nazwiska), który na dodatek ściskał w objęciach kawałek swojego motoru. Takie coś mogło szokować. Szczególnie po brawurowym wyjściu pana blond-motocyklisty ze sklepu ostatnim razem. Nie, żeby Nanao jakoś szczególnie to rozpamiętywał. Rzucił się w wir pracy i miał mnóstwo innych problemów, z brakiem dostawy kociego żwirku na czele.
Teraz więc przypatrywał się przybyłemu i zastanawiał się jakie licho go tu przyniosło. Już po chwili okazało się, że lich było sztuk pięć, przeraźliwe chudych, głodnych i miauczących.
Nanao aż wytrzeszczył oczy, kiedy Shinobu pokazał mu wnętrze tobołka, który wtaszczył do sklepu.
- Jezu, co za maleństwa. – i to było właściwie tyle. Średnio słuchał paplaniny blondyna, bo jakby nie było, kociątka były w tym momencie priorytetem. Zanurkował pod ladę, wydobył pięć małych buteleczek i karton z kocim mlekiem. Napełnił butelki, dwie z nich od razu wręczył mężczyźnie, a trzy pozostałe podetknął pod nos małym znajdkom. Miauczenie natychmiast ucichło i zastąpiło je głośne mlaskanie, które skutecznie wybudziło Księcia z drzemki.
- Na oko mają około dwa tygodnie. Musisz je karmić co trzy godziny. Przydałyby im się też kropelki na oczy, bo biedactwa ledwo co widzą. Coś na pchły i kleszcze. Jakieś porządne legowisko. Zapakuję Ci wszystko i rozpiszę na kartkach. Masz jak się zabrać? - zapytał tylko.
Nie pytał o pieniądze. Zresztą, pieniądze nigdy nie były dla niego najważniejsze. Najważniejsze były zwierzaki.
avatar
Nanao Akito

Wzrost : 167 cm
Zawód : Właściciel sklepu zoologicznego
Age : 26

Zobacz profil autora http://stayaway.forumpolish.com/t295-nanao-akito#1387

Powrót do góry Go down

Re: Sklep zoologiczny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach