Polowanie.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polowanie.

Pisanie by Julien Niquet on Wto 05 Maj 2015, 12:09

Taka alternatywna do obecnej na forum rzeczywistość. W końcu wydarzenia zawsze mogą się potoczyć w nieco inny sposób. Stav pozostaje Stavem, Julien Julienem. I to chyba tyle, jeśli chodzi o istotne informacje.

___________________________________________


Budzenie się z kacem nigdy nie należy do najprzyjemniejszych. Szczególnie, gdy budzisz się w nieznanym sobie miejscu, nago, leżąc w łóżku obok nieznanego i również nagiego mężczyzny i z bólem tyłka. Julienowi, który teoretycznie był przyzwyczajony do takich pobudek, nie przeszkadzało mu to w mentalnym rzucaniu mięsem pod adresem każdego istniejącego bytu, żywego czy nieżywego. Poziom poirytowania blondyna podniósł się, gdy usiadł na łóżku i wykonał ruch w celu podniesienia swego wymęczonego, obolałego ciała z materaca. Wtedy też ramiona do tej pory śpiącego – w mniemaniu Francuza – mężczyzny objęły go w pasie. Zaraz potem poczuł jego usta na swoich plecach.
- Już mnie opuszczasz, hum? – zapytał, a Julien prychnął cicho, zanim udzielił faktycznej odpowiedzi.
- Suszy mnie i chciałbym wziąć przynajmniej prysznic. – odparł, wyplątując się z objęć jednorazowego kochanka i podnosząc z posłania. Dość szybko pozbierał elementy swojej garderoby z posadzki, by następnie zniknąć za drzwiami, które, oczywiście nie bez idiotycznych komentarzy, wskazał mu mężczyzna. Nawet nie starał się być miły wobec niego. Zamknął się w łazience, zupełnie ignorując propozycję wspólnej kąpieli, która padła ze strony nieznajomego. Ewidentnie miał wrażenie, że dawno nie spotkał równie irytującego i nachalnego człowieka. Pierdolę, od jutra nie piję.
Nie przejmował się składaniem ubrań, zwyczajnie rzucił kolorową kupkę materiału na stojący pod ścianą taboret, a sam rozejrzał się po pomieszczeniu. Kabina prysznicowa, wanna, umywalka, sedes – innymi słowy, standardowe wyposażenie łazienki. Podszedł do jedynego okna w pomieszczeniu i wyjrzał przez nie. Krótka analiza otoczenia uzmysłowiła mu, gdzie był. Był na drugim piętrze czteropiętrowego budynku, konkretniej motelu, w jednej z niezbyt przyzwoitych dzielnic miasta. Do centrum, gdzie wynajmował mieszkanie po wyprowadzce z internatu, było stąd jakieś dwadzieścia bądź trzydzieści minut jazdy tramwajem. Niezbyt daleko, jednak najbardziej cieszyła go świadomość, że nie zawędrował na drugi koniec kraju, o kontynencie nawet nie wspominając.
Z ciężkim westchnieniem wszedł w końcu do kabiny i odkręcił zimną wodę. Początkowo wzdrygnął się i zaklął cicho pod nosem, jednak już po chwili utwierdził się w przekonaniu, iż był to dobry wybór. Zimna woda działała nań rozbudzająco, otrzeźwiająco. Czuł się tak, jakby dosłownie przed chwilą podmuch rześkiego, chłodnego powietrza uderzył go w twarz podczas powrotu z długiego spaceru przy wysokiej temperaturze i bezwietrznej pogodzie. Dopiero po jakimś czasie zmienił strumień na cieplejszy, co dodatkowo dało ukojenie obolałemu ciału. Zupełnie jakby każdy, nawet najmniejszy mięsień jego ciała właśnie się rozluźniał. Cudowne uczucie.
Spędził pod prysznicem kilka parę ładnych minut. Kolejnych parę poświęcił na dokładne wysuszenie ciała i jako-takie osuszenie włosów ręcznikiem, przez co na jego głowie zagościł w połowie wilgotny artystyczny nieład. Niespiesznie zakładał na siebie kolejne ubrania. Niezbyt miał ochotę dalej spędzać czas z obecnym w części sypialnej brunetem, jednak jeszcze mniej spieszyło mu się do domu. Zmęczenie i niewyspanie niestety dość mocno dawały się we znaki młodemu ciału, dodatkowo je rozleniwiając.


Ostatnio zmieniony przez Julien Niquet dnia Sro 24 Cze 2015, 12:27, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Julien Niquet
Pełzacz

Wzrost : 185 cm
Zawód : Fotograf//Absolwent liceum
Age : 21

Zobacz profil autora http://stayaway.forumpolish.com/t248-tu-parles-francais

Powrót do góry Go down

Re: Polowanie.

Pisanie by Stav van der Vree on Wto 05 Maj 2015, 12:14

Nie bez powodu ludzie pracujący dla Stava określani byli mianem najlepszych. Dzięki swojemu doskonałemu wywiadowi bez większego problemu dotarł do miejsca, gdzie tymczasowo zatrzymał się ktoś, kto bardzo wiele zawdzięcza van der Vree. Zarazem ktoś, kto wyraźnie nie potrafi okazać wdzięczności i unika zapłaty za przysługę.

Zapukał do pokoju hotelowego i oczekując na odpowiedź z wewnątrz odpalił papierosa. Gdy zza drzwi dobiegło stłumione ‘kto tam?’ odparł tylko, że serwis hotelowy i znów musiał chwilę poczekać, aż gość dowlecze się do drzwi, by je otworzyć. Stav nie czekał i gdy tylko dźwięk klucza przekręcanego w zamku dał mu jasno do zrozumienia, że jest otwarte, nacisnął klamkę i solidnym kopniakiem pchnął drzwi. Wolnym krokiem wszedł do pomieszczenia i skrzywił się, gdy do jego nozdrzy wdarł się smród przetrawionego alkoholu i czegoś, czego wolałby nie czuć. Niestety został obdarzony zbyt doskonałym węchem, zatem starał się oddychać płytko. Zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz w zamku. Półnagi facet właśnie próbował się pozbierać z podłogi, na którą pod wpływem uderzenia drzwiami zwalił się z niemałym impetem. Van der Vree rozejrzał się po pokoju i nie musiał być Sherlockiem, żeby wiedzieć, że gość nie jest w pokoju sam. Ale przyszedł tu w innym celu i nie zamierzał przejmować się pierdołami, z którymi jest w stanie poradzić sobie później. Dłużnik zaczął nieskładnie biadolić, co wyraźnie świadczyło o tym, że rozpoznał Stava, który nonszalanckim krokiem, z fajką między wargami podszedł do niego i uraczył go silnym kopniakiem w żuchwę… Przecież nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział, co za chwilę się tu stanie, a to z pewnością go trochę uciszy. Stanął nad nim i przechylił głowę przyglądając mu się, wciąż mając na uwadze, że ktoś jest w drugim pomieszczeniu, z pewnością będącym łazienką.

- Obaj wiemy po co tu przyszedłem i obaj wiemy również to, że w tym momencie nie mamy szans na dogadanie się… Jesteś niewypłacalny i już nigdy nie będziesz, co dla mnie jest jasnym powodem do tego, żeby nie dawać Ci kolejnej szansy. Twój czas minął. - Z papierosem w wyszczerzonych w uśmiechu zębach, dobył swojego Jericho i niespiesznie zaczął dokręcać do lufy tłumik, a potem wycelował w kolano nieszczęśnika przed nim i bez zawahania nacisnął na spust. Gość zawył, ale Stav szybko uciszył go, ciężkim butem przyciskając jego szyję. Teraz mógł jedynie charczeć i pluć krwią z rozwalonej gęby. Zaciągnął się papierosem i odczekał chwilę. Wystrzał, mimo, że z użyciem tłumika mógł wywabić jego towarzysza z łazienki, co było mu nie tyle nie na rękę, co zwyczajnie upierdliwe. Tamten nie był jego celem. Sądząc po stanie łóżka i zapachu pokoju był to ktoś, kogo jego marna ofiara pieprzyła całą noc. Wetchnął i wywrócił oczami z politowaniem, a potem przestrzelił mu drugie kolano. Oczywiście, że zamierzał go zabić, ale lubił przed egzekucją po napawać się widokiem bólu malującym się na twarzach ludzi. Wypluł kiepa na podłogę i powtórzył kopniaka w twarz, a potem przydepnął tlącego się wciąż papierosa. Sięgnął, by otworzyć okno, odszedł nieco i przysunął sobie krzesło. Usiadł naprzeciwko niego, wycelował i kulka znalazła miejsce idealnie między jego oczami, które wywróciły się ukazując jedynie białka i gość znieruchomiał. Stav z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął kolejnego papierosa i wsunął go do ust, odpalił. Zaciągnął się i odwrócił krzesło przodem do drzwi łazienki. Był ciekaw, czy osoba w środku posiada choć odrobinę instynktu samozachowawczego, bo był pewien, że wie, że coś miało tu miejsce. Zabezpieczył Jericho, ale nie schował go. Czuł, że zabawa się jeszcze nie skończyła.
No dalej, ptaszyno...
avatar
Stav van der Vree

Zawód : 49% Motherfucker, 51% Son of a Bitch.
Age : 51

Zobacz profil autora http://stayaway.forumpolish.com/t249-stav-van-der-vree

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach